W środę na #truWarsaw w trakcie dyskusji z Anitą Wojtaś-Jakubowską na temat „Employer branding w social media” pojawiło się pytanie o case’y dotyczące współpracy pracodawców z polskimi blogerami. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że o ile próbek takich działań w wydaniu marek konsumenckich jest bez liku, tak w przypadku marek pracodawców kojarzymy tylko 2 akcje, ale nie są one takim ewidentnym przykładem dobrych praktyk. Tymczasem potencjał współpracy z blogerami jest naprawdę duży, ponieważ internauci są zasypywani masą informacji o bardzo różnej jakości i w trakcie ich filtrowania wybierają takie źródła, z których płynąca treść jest świeża, wiarygodna i unikatowa. A taką funkcję pełnią właśnie blogi branżowe.

Ledwo zdołałam wrócić do Krakowa i spokojnie przejrzeć aktualności, a tu przed nosem na BLOGosławiony wyskoczył mi wpis „A może frytki do tego”, który – jak się pewnie domyślacie – dotyczy pracy w McDonald’s i jest jedną z ciekawszych odsłon kampanii dociekliwi.pl.

a może frytki do tego

Źródło: facebook.com/blogoslawiony

Jak pisze Michał Gąsior, McDonald’s zaprosiło blogerów na „tour de bourger” w fabryce pod Lęborkiem. Celem wycieczki było zbadanie inżynierii stojącej za frytkami i podzielenie się wrażeniami z odbiorcami na blogu. W efekcie powstał spory wpis obalający stereotypy dotyczące pracy w najsłynniejszym fast foodzie. Przeczytamy w nim m.in., że karierę w McDonald’s robią nie tylko studenci, ale również osoby po studiach, kadra zarządzająca ma doświadczenie w pracy w restauracjach McDonald’s, program szkoleń przypomina program budowy bomby atomowej, a w samej fabryce jest trochę jak w NASA. Frytki produkowane przez amerykańskiego potentata przechodzą „tyle procesów jakościowych oraz inspekcyjnych, że już łatwiej jest się dostać do Pentagonu niż przepchnąć wadliwy produkt”, a personel jest doskonale przygotowany, miły i ma w pracy dostęp do Facebooka.

tour de burger

Źródło: http://blog.oslawiony.pl/

Oprócz BLOGosławionego, w akcji McDonald’s na pewno wzięła udział  Julia Kuczyńska – blogerka modowa MAFFASHION oraz Żorż Ponimirski, piszący o ulicznym jedzeniu na streetfoodpolska.pl. Na ich oficjalnych kontach społecznościowych pojawiły się zdjęcia dokumentujące udział w wycieczce po fabryce w Lęborku. Ich relacje nie są na ten moment jakoś bardzo rozbudowane, ale można się spodziewać, że będzie ich więcej.

Dociekliwi blogerzy.
Źródła: facebook.com/MAFFASHION.official oraz facebook.com/zorz.ponimirski

Co ciekawe, wczoraj BLOGosławiony opublikował  kolejny wpis dotyczący akcji McDonald’s. Jak zaznaczył Michał, jego poprzedni tekst wywołał dość skrajne emocje i pod jego adresem padły zarzuty m.in. o propagandę rodem z ZSRR. Krytyka jednak nie jest merytoryczna, a osoby negujące jego relację nie mają jak skonfrontować swoich poglądów ze stanem faktycznym. W związku z tym został zorganizowany konkurs dla hejterów marki McDonald’s, w którym do wygrania jest wycieczka do fabryki frytek pod Lęborkiem oraz  iPad mini.

konkurs

Konkurs dla hejterów McDonald’s. Źródło: BLOGoslawiony.pl

Konkurs dla hejterów jest moim zdaniem kolejnym ciekawym sposobem na „otwarcie” marki dla konsumentów i – co z employer brandingowego punktu widzenia szczególnie ważne – również dla kandydatów do pracy. W ten sposób firma zaznacza, że nie ma nic do ukrycia, a każdy problem może zostać rozwiązany w przejrzysty sposób na forum publicznym. Marka oddając część kontroli swoim odbiorcom, staje się bardziej wiarygodna. Taka strategia pozwala na wyeliminowanie barier, które stoją na drodze w kontakcie korporacja – konsument/kandydat oraz na pogłębienie relacji z odbiorcami i przywiązanie ich do marki. Idea Open Brand może więc przynieść firmie McDonald’s bardzo wymierne rezultaty – i to także w kwestiach związanych z wizerunkiem jako pracodawcy.

Warto więc śledzić kolejne wieści dotyczące kampanii wizerunkowej McDonald’s. Przede wszystkim dlatego, że oprócz informacji istotnych z punktu widzenia konsumentów przemycane są tu treści ważne z punktu widzenia candidate experience, a więc doświadczeń kandydatów z marką pracodawcy. Blogi wykorzystane w kampanii stają się bowiem kolejnym punktem styku z firmą jako pracodawcą, pokazują jej „ludzkie” oblicze i uwiarygadniają twierdzenie, że kariera w tej firmie nie kończy się na sprzedaży frytek. Co więcej, komunikaty publikowane przez autorytety, którymi z pewnością dla sporej grupy internautów są osoby zaproszone do udziału w tej akcji, są aplikowane internautom w bardzo przystępny, nienachalny sposób.

Już sam pomysł jest niestandardowy i to przede wszystkim w myśleniu o targecie. Swoją drogą ciekawa jestem, ilu specjalistów od marki pracodawcy wpadłoby na to, aby do promocji pracy w fast foodzie wykorzystać blog modowy lub marketingowy?.