W tym roku z decyzją o udziale w Warszawskich Dniach Rekrutacji (WDR) czekałam do ostatniego momentu. Hasło „Prześwietlamy najlepsze kampanie HR 2013 roku. Wejdź na pokład” kusiło mnie bardzo, obawiałam się jednak, że oprócz kilku nowych statystyk nic z tego więcej nie wyniosę. Bo wiecie, gdy ma się świra na punkcie EB i candidate experience, jest się przesiąkniętą starymi i nowymi kampaniami, filmami, ogłoszeniami i wynikami kolejnych badań, to naprawdę trudno uwierzyć, że udział w takim wydarzeniu odmieni Wasze życie ;). Ostatecznie postanowiłam jednak wziąć udział w pierwszym dniu WDR-ów, a zdecydowały o tym: tematyka konferencji  i osoby, które miałam tam spotkać. Czego doświadczyłam i czy było warto?

wdr

źródło: WarszawskieDniRekrutacji.pl

EB w PZU i CX w Play
Absolutnie  świetnym pomysłem organizatorów było zaproszenie na WDR Macieja Hassy z PZU, który opowiedział o kulisach kampanii z kurą w roli głównej (która zresztą zdobyła nagrodę w kategorii „Największy sukces HR” w ramach organizowanego przy okazji konferencji konkursu BohaterowieHR). Nareszcie skończyły się domysły na temat tego, jakie były cele kampanii („znaleźć się w koszyku zainteresowania kandydatów”), czy film był kręcony z myślą o puszczeniu go w TV (nie!) i jakie były efekty prowadzonych działań  („odbiorcy kurę lubią bardziej niż reklamy produktowe naszej firmy”). I co szczególnie cenne – case PZU dowiódł, że w Polsce można robić wielkie kampanie employer brandingowe, które nie tylko doskonale wpływają na markę pracodawcy, ale również na markę konsumencką. Cyferek było bardzo dużo, ale zgodnie ze złożoną obietnicą nie będę o nich pisać na blogu, dopóki jakieś bardziej oficjalne wieści nie pójdą w świat :).

Wspaniale słuchało mi się także wystąpienia Izabeli Sak i Adriany Oleksy o tym, jak „Play pozyskuje najlepszych”. Naprawdę nie przypominam sobie, aby w ostatnim czasie usłyszała stwierdzenie: „Zależy nam na tym, aby budować spójne doświadczenia dla naszych kandydatów, pracowników i klientów” i abym się tak łatwo przekonała do przytaczanych przykładów (o tym zresztą niebawem będzie osobny wpis). Prezentacja była przede wszystkim doskonale przemyślana, świetna merytorycznie i prowadzona przez Panie, które z całą pewnością wierzą w to, co robią. Naprawdę bardzo budujący jest fakt, że są w Polsce firmy, które wiedzą, czym jest candidate experience i że „samo unikanie błędów to nie jest pozyskiwanie najlepszych kandydatów”.  

Paweł Tkaczyk w wersji soft
„Grywalizacja” i „Zakamarki marki” Pawła Tkaczyka stoją u mnie na półce od dawna, jego obecność na konferencji dla HR-owców musiała więc mnie mocno zaintrygować i rozbudzić we mnie równie duże oczekiwania. Okazało się jednak, że choć prezentacja „Jak skutecznie budować markę pracodawcy?” miała największe audytorium, u mnie pozostawiła niedosyt. Im jednak dłużej o tym myślę, tym jestem bardziej przekonana, że po prostu nie mogło być inaczej. Paweł to przede wszystkim doskonały mówca (co zresztą na WDR tylko potwierdził), o którym krążą legendy i ten, kto się spodziewał, że na konferencji HR-owej dostanie od niego wielką dawkę marketingowego mięsa, musiał się zawieść. Gdy na sali mamy tak zróżnicowaną grupę odbiorców (która mimo wszystko bardziej zna się na rekrutacji niż na marketingu), musi być show i jednozdaniowe inspiracje, które zachęcą do spojrzenia na prowadzone działania z innej perspektywy. I dobrze. Chyba też najwyższy czas pogodzić się z faktem, że tak jak kilka lat temu uczestnicy HRcamp patrzyli z zachwytem na hasło „zróbmy film korporacyjny”, dziś podobnie reagują na „znajdź swój kanał komunikacji” i film Heinekena, którym przez cały poprzedni rok katowały nas internety. To zresztą tylko dowodzi, jak wielka jeszcze robota przed nami, aby ten rynek edukować i zmieniać na lepsze :).

Wielki projekt British American Tobacco
Tak naprawdę rozczarowało mnie tylko jedno wystąpienie, a mianowicie: „Wielka skala, poufność i krótki termin, czyli skuteczne zarządzanie rekrutacją z wieloma ograniczeniami” przygotowane przez Panią Martę Remiszewską-Chudy z British American Tobacco. Temat bardzo ciekawy – jak w ciągu 4 tygodni uporać się z rekrutacją i zatrudnieniem 500 Vansellerów, o których oficjalnie nie można nikomu powiedzieć. Miałam jednak wrażenie, że Prelegentka jest nie tylko nieprawdopodobnie zestresowana (i tak należą się Pani brawa, bo mało który HR-owiec ma jaja, aby wyjść na scenę i mówić szczerze o swoich projektach!), ale tak bardzo skupia się na „wielkiej skali i krótkim terminie”, że w kółko powtarza to samo. Osobiście w ścieżce „Rekrutacja” spodziewałam się usłyszeć, jak takie niestandardowe i naprawdę ryzykowne działania wpływały na kandydatów, z jakimi reakcjami się spotykały, jak eliminowano potencjalne wątpliwości kandydatów oraz czy i jak się na to przygotowano (czy np. firma mierzyła w sieci wzrost zainteresowania marką, czy była przygotowana na negatywne reakcje, czy po prostu poszła na żywioł z myślą „oby się udało”). Nie uznaję jednak tej prezentacji jako całkowitej straty czasu, ponieważ w jej trakcie naszła mnie myśl, że w Polsce jest masa agencji rekrutacyjnych, których działalność opiera się właśnie na bardzo podobnych projektach (krótki termin, wielka skala, brak możliwości ujawnienia nazwy pracodawcy-użytkownika) i że nikt nie robi z tego wielkiego halo. I że to błąd, bo to co dla niektórych jest „chlebem powszednim”, w innych organizacjach okazuje się czymś pozornie niemożliwym do zrealizowania. I znowu jestem oszołomiona myślą, ile wszyscy jeszcze możemy się od siebie nauczyć (i o ilu rzeczach jeszcze można napisać ;).

Urząd Miasta Łódź – czarny koń WDR-ów
Po jednej prezentacji wyszłam z sali prawdziwie rozemocjonowana, gdyż nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam i zobaczyłam. Niestety nie za bardzo miałam z kim dzielić swój entuzjazm, ponieważ prezentacja ta miała chyba najniższą „oglądalność” ze wszystkich! Stało się tak zapewne dlatego, że była prowadzona przez reprezentanta Urzędu Miasta Łódź – Pana Dariusza Koperczaka, który miał wielką wiedzę i niestety dużo mniejszą charyzmę (choć przepraszam bardzo, ale widziałam na konferencji osoby z jeszcze mniejszą!). W związku z powyższym moje Drogie Uczestniczki Studiów Podyplomowych Employer Branding na AGH (pozdrowienia Dziewczyny!), tak licznie reprezentujące nasze studia na WDR-ach, były zmuszone wysłuchać zytowego wywodu na temat tego, dlaczego Urząd Miasta Łódź wie więcej o employer brandingu niż większość osób znajdujących się na konferencji ;). Temat ten zamierzam pociągnąć już niebawem w osobnym wpisie, bo Szanownego Prelegenta po prostu trzeba docenić, a światu pokazać, jak urząd miasta(!) może efektywnie prowadzić działania rekrutacyjne i wizerunkowe!

Trudna sztuka budowania relacji
Zastanawialiście się może nad tym, jak uczestnicy WDR-ów mogli czuć się na tym wydarzeniu? Ja tak i dla mnie niekwestionowanym zwycięzcą Warszawskich Dni Rekrutacji była ekipa GoldenLine, która fantastycznie zadbała o RELACJE z uczestnikami konferencji. Ja bardzo przepraszam, ale pozostałe stoiska tego dnia dla mnie nie istniały. I nie pomogły w tym ani gadżety, ani konkursy, ani uśmiechające się do mnie osoby reprezentujące inne firmy.

wdr

źródło: GoldenLine

I mam taką refleksję:
Tyle energii poświęcamy na tłumaczenie HR-owcom,  że powinni dbać o swoich kandydatów i pracowników, tak jak o potencjalnych klientów, a oni przecież w trakcie ponoć najważniejszej imprezy branżowej roku na własnej skórze uczą się dobrej(?) komunikacji od przedstawicieli przeróżnych firm, którzy bardzo często nie są w ogóle zainteresowani interakcją z nimi i naprawdę rzadko kiedy wychodzą do nich z inicjatywą. Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego gros osób zamiast szukać wartościowych tematów do rozmowy z tak licznie reprezentowaną branżą HR, rozsiada się po kątach, mając swoich aktualnych i potencjalnych klientów, partnerów i kandydatów(!) w głębokim poważaniu, a jedyny temat do rozmowy jaki znajduje, to udział w organizowanym przez nich konkursie z ich produktem/usługą do wygrania.

Dlaczego tak wielkie wrażenie robią na nas hasła Pawła Tkaczyka o tworzeniu własnego kanału komunikacji i wartościowych treści, a nie zauważamy, że sam udział w konferencji jest już doskonałą okazją do rozmowy z rynkiem? Bo tak naprawdę w dalszym ciągu nie rozumiemy, czym jest employer branding. Bo nadal utożsamiamy go z wielkimi kampaniami i nierealnymi budżetami, których brak jest doskonałym pretekstem do stania w miejscu i narzekania, że w firmie nie można zrobić nic dobrego. Zapominamy przy tym, że EB to przede wszystkim drobne działania, a absolutnie każda interakcja z przedstawicielem danej marki może mieć wpływ na to, jak będziemy ją postrzegać i jaką decyzję kiedyś podejmiemy. Brand. It’s not what you say it is. It’s what THEY say it is.